środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 5.


Na szczęście Justin wychodzi, więc razem ze Steph możemy omówić imprezę. Potrzebuję więcej informacji.
- Gdzie odbędzie się impreza? Czy na tyle blisko, żeby można było się przejść? - pytam się, ustawiając książki na półce, w kolejności alfabetycznej. Taki nawyk.
- Technicznie jest to impreza bractwa, w jednym z największych domów znajdujących w okolicy. Jest on poza kampusem, więc nie będziemy szły, ale za to Niall nas podwiezie - oznajmia, a ja jestem szczęśliwa, że nie będzie to Justin, nawet jeśli wiem, że pojawi się na imprezie. Jazda z nim wydaje się być nie do zniesienia. Dlaczego on jest taki niemiły? Powinien być mi wdzięczny za to, że nie oceniam go po tym, jak zniszczył swoje ciało dziurami i tatuażami. Może osądzam go trochę, ale przynajmniej nie mówię mu tego prosto w twarz. Pewnie to przez to, jak mnie wychowano, gdzie tatuaże i piercingi nie były tolerowane. Moje włosy zawsze musiały być uczesane, brwi wyregulowane, a ubrania czyste i wyprasowane. Tak to wygląda.

- Słyszałaś mnie? - pyta Steph, po czym się śmieje.
- Przepraszam... Co? - błądzę myślami.
- Powiedziałam, żebyśmy się przygotowały. Pomożesz mi wybrać strój - oznajmia. Sukienki, na które się decyduje są tak niestosowne, że zaczynam rozglądać się za kamerą i kimś kto wyskoczy i powie mi, że to żart. 

Wzdrygam się na każdą z nich, a Steph się śmieje, uznając mój niesmak za zabawny. Sukienka... uhmm... kawałek materiału... który wybiera to mała czarna zrobiona z czegoś, co wygląda mi na siatkę, a do niej czerwony stanik, który z pewnością będzie jej prześwitywać. Przynajmniej dolna część stroju jest porządna, ale mam przeczucie, że założyłaby ten ubiór nawet, gdyby tak nie było. Sukienka ledwo sięga do górnej części ud, a obcasy jej szpilek mają co najmniej cztery cale. Swoje ogniste, czerwone włosy wiąże w burzliwego koka z lokami uciekającymi na wszystkie strony. Używa na oczach więcej eyelineru, niż zwykle.
- Czy twoje tatuaże bolały? - pytam się, wyciągając moją bordową sukienkę.
- Pierwszy trochę, ale nie aż tak bardzo, jak ci się wydaje. To prawie tak, jakby pszczoła cię w kółko żądliła - wzrusza ramionami. 

Auć.
- To brzmi okropnie - mówię, przy czym chichocze. Jest to dla mnie oczywiste, że wydaję się jej tak dziwna, jak ona mnie.
- Chyba nie chcesz tego założyć, prawda? - gapi się na wybrany przeze mnie strój.
Przejeżdżam rękoma po materiale. Jest to najlepsza sukienka jaką mam, a poza tym nie zabrałam ze sobą zbyt wielu ubrań. 

Przez to, że pominęłam dzisiejszy wypad do sklepu, będę musiała znaleźć na to czas w tygodniu. Muszę sobie to zapisać, zanim zapomnę.
- Co jest z nią nie tak?
Próbuję ukryć, jak bardzo jestem urażona. Bordowy materiał jest bardzo delikatny, ale wytrzymały. Z tego samego włókna robione są garnitury. 

Kołnierzyk oplata moją szyję, a rękawy trzy czwarte, sięgają tuż za łokcie.
- Nic... Po prostu jest taka... długa - mówi.
- Jest ledwo za kolano - bronię swojej ulubionej sukienki.
- Ładna, ale po prostu myślę, że jest troszkę za sztywna na imprezę. Mogłabyś pożyczyć coś ode mnie - oferuje, a ja się śmieje.
- Nie dzięki, zostanę przy swoim wyborze - oznajmiam i podłączam lokówkę.

______________________________________

Zostaw po sobie komentarz! :D

Rozdział 4.


- Uhmm... gdzie jest Steph? - mój głos brzmi bardziej piskliwie, niż zamierzałam. Ręce mam zaciśnięte wokół miękkiej tkaniny ręcznika. Spoglądam w dół, aby upewnić się czy jestem bezpiecznie zakryta.
- Nie wiem - mamrocze i włącza mały, płaski ekran znajdujący się na szafce Steph. Co on tutaj w ogóle robi, skoro nie wie gdzie ona jest? Nie powinien mieć własnego pokoju? Gryzę się w język, próbując zatrzymać cięte uwagi dla siebie.
- Okej? Więc mógłbyś... wyjść czy coś, bym mogła się przebrać? - zdaję sobie sprawę, że nawet nie zauważył mojego roznegliżowania. Cóż, może jednak, ale bynajmniej go to nie peszy.
- To nie tak, że zamierzam patrzeć - docina, a następnie odwraca się, zasłaniając rękoma twarz.
Nie wiedząc co odpowiedzieć na jego złośliwy komentarz, zirytowana podchodzę do mojej komody. Może jest gejem, może właśnie to miał na myśli mówiąc 'To nie tak, że zamierzam patrzeć'. Albo to, albo uważa, że jestem brzydka. 
W pośpiechu zakładam stanik i majtki, a następnie zwykłą, białą koszulkę i spodnie khaki.
- Skończyłaś już? - pyta. Koniec tego.
- Nie mógłbyś być jeszcze bardziej zarozumiały? Mam na myśli... szczerze? Jesteś w MOIM pokoju, kiedy się przebieram i masz jeszcze tupet, by być złośliwym? Nic ci nie zrobiłam, z czym ty masz problem? - mówię ostrzej, niż chciałam, ale sądząc po zaskoczeniu na jego twarzy, moje słowa musiały wywrzeć zamierzony efekt na wytatuowanym chłopaku. 
Gdy tylko myślę, że mnie przeprosi, wybucha śmiechem. Patrzy na mnie i po prostu się śmieje. Brzmiałoby to przyjemnie, gdyby nie był tak nieugięty w byciu idiotą. Jego dołeczki pojawiają się wraz z kontynuowaniem chichotu. Czuję się jak kretynka, nie wiedząc co zrobić czy powiedzieć. Przeważnie nie lubię sprzeczek, a ten chłopak wydaje się być ostatnią osobą, z którą powinnam zadzierać. 
Drzwi się otwierają, a Steph wpada do pokoju.
- Sorry, spóźniłam się. Mam piekielnego kaca - mówi i napotyka mój wzrok, a następnie patrzy na Justina - Wybacz, Tess. Zapomniałam ci wspomnieć, że Justin przyjdzie - wzrusza przepraszająco ramionami. Chciałabym myśleć, że między mną a Steph wszystko mogłoby się ułożyć, ale patrząc na jej dobór przyjaciół, nie jestem tego taka pewna.
- Twój chłopak jest chamski - te słowa wypadają, nim zdążam je powstrzymać.
Oboje wybuchają śmiechem. Co jest, że ludzie się ze mnie nabijają? Robi się to coraz bardziej wkurzające.
- Justin nie jest moim chłopakiem - chichocze, podkreślając słowo 'nie'. - Co jej powiedziałeś? - rzuca mu gniewne spojrzenie. - Justib ma... nietypowy sposób prowadzenia konwersacji - wyjaśnia. W zasadzie próbuje mi wytłumaczyć, że bycie nieznośnym leży w jego naturze. Świetnie. Justin wzrusza ramionami, po czym zmienia kanał.
- Jest dziś impreza wieczorem. Powinnaś z nami pójść, Tess - proponuje. Teraz to moja kolej, by ją wyśmiać.
- Imprezy nie są w moim stylu, a poza tym muszę wyjść, by dostać parę rzeczy na moją stronę pokoju.
- No dawaj... To tylko jedna impreza! Jesteś teraz w college'u, raz ci nie zaszkodzi. Jak dotrzesz do sklepu? Myślałam, że nie masz auta? - pyta. Nie mogę iść na imprezę.
- Nawet nikogo nie znam, a poza tym zamierzałam porozmawiać z Noah przez Skype'a - oznajmiam, przez co Justin znowu chichocze. - I planowałam pojechać autobusem do sklepu.
- Nie chcesz nim jechać w sobotę! Są przepełnione, Justin może cię podrzucić na miejsce... prawda, Justin? I będziesz znała mnie na imprezie. Po prostu chodź... proszę? - błaga. Znam ją tylko jeden dzień. Czy powinnam jej zaufać? Wiem, że mimo jej krzykliwego wyglądu jest całkiem urocza, ale impreza?
- No nie wiem... I nie, nie chcę, by Justin podwoził mnie do sklepu - gdy oznajmiam, on obraca się z rozbawieniem.
- O nie! Nie mogłem się doczekać, by spędzić z tobą trochę czasu - jego głos jest pełen sarkazmu. Muszę walczyć z chęcią rzucenia lampy w jego kędzierzawą głowę. - Daj spokój, Steph. Dobrze wiesz, że ta dziewczyna nie zamierza pokazać się na imprezie - śmieje się. Z jakiegoś powodu chcę mu udowodnić, że się myli.
- Właściwie to przyjdę - mówię z tak słodkim uśmiechem, na jaki mnie tylko stać. Justin ponownie chichocze, a Steph mnie przytula.
- Będziemy się świetnie bawić! - piszczy.
_______________________________________
Zostaw po sobie mile widziany komentarz!

Rozdział 3.


Po godzinie ostrzeżeń przed imprezami czy chłopcami, moja mama w końcu postanawia mnie opuścić. Przytula i całuje mnie na pożegnanie, po czym mówi do Noah, że spotkają się w samochodzie.
- Będzie mi brakowało twojej obecności, którą miałem na co dzień - mówi delikatnie, a następnie przyciąga mnie do siebie. Wdycham jego perfumy, które kupiłam mu na drugie, wspólnie spędzone Święta Bożego Narodzenia. Będę tęsknić za tym zapachem.
- Ja również będę za tobą tęsknić, ale na szczęście pozostaną nam pogaduchy - mówię, po czym ściskam go mocniej. - Chciałabym, żebyś tutaj ze mną był - wtulam się w jego szyję. 
Noah jest ode mnie wyższy tylko o kilka centymetrów, a poza tym lubię ten fakt, że jesteśmy podobnego wzrostu. Gdy mama trąbi, całuje mnie na pożegnanie. Po ich odjeździe, rozpakowuję bagaże, by następnie swobodnie położyć na łóżku. Już się czuję osamotniona, a do tego nieobecność mojej współlokatorki jeszcze bardziej utwierdza ten stan. Mam przeczucie, że często jej tutaj nie będzie. Czemu nie przydzielili mi kogoś, kto uwielbiałby czytać czy uczyć się? Jednak widzę cień pozytywu w tej całej sytuacji - będę miała cały pokój tylko dla siebie. Przed pójściem spać, biorę swój notatnik i piszę przedmioty na ten semestr oraz potencjalne spotkania klubu literackiego, do którego zamierzam dołączyć. Dopisuję na jutro wycieczkę poza kampus, aby zdobyć więcej rzeczy do pokoju. Fakt, że nie mam jeszcze samochodu sprawia, że będzie to nieco trudne. Może powinnam poszukać jakiegoś auta? Mam wystarczająco dużo pieniędzy, które otrzymałam z okazji ukończenia szkoły, ale po prostu nie chcę mieć na głowie stresu związanego z posiadaniem pojazdu. Mieszkam na kampusie, więc jest tu wiele przejeżdżających autobusów. Wreszcie zamykam swój notatnik i zasypiam.
***
Następnego ranka Steph nie ma w łóżku. Chciałabym ją poznać, ale przypuszczam, że może to być niemożliwe, jeśli jest się osobą, która nie wraca na noc. Może jeden z dwóch nowo poznanych mi chłopaków jest jej partnerem. Mam nadzieję, że to ten blondyn, dla jej własnego dobra. Biorę swoją kosmetyczkę, a następnie ruszam w stronę łazienki. Jedną z moich najmniej ulubionych rzeczy związanych z życiem na kampusie są koedukacyjne prysznice. Dlaczego musi być jedno, wspólne pomieszczenie? Jest to naprawdę dziwne, ale przynajmniej damskie nie są łączone z męskimi. Właśnie tak przypuszczałam, póki nie stanęłam pod drzwiami. Jestem wystarczająco pewna, że widnieją tu dwie figury - męska i damska. Ugh, chłopcy w łazience... to będzie niezręczne. Będę musiała nastawić budzik, aby wstać bardzo wcześnie, mając nadzieję, że pomieszczenie będzie puste.
Upływa dużo czasu zanim woda się nagrzewa. Jestem cała spanikowana, że ktoś odsłoni cienką zasłonę prysznicową, ukazując moje nagie ciało na pomieszczenie pełne ludzi. Wszyscy wydają się czuć komfortowo, pomijając fakt, że nie powinni. Życie w college'u jest dziwne jak dotąd. Kabina prysznicowa jest malutka, a wraz z nią stojak na ubrania. Orientuję się, że moje myśli mkną do Noah i przyjaciół. Roztargniona obracając się, uderzam łokciem w stojak, powodując że ubrania spadają prosto na mokrą podłogę. Na dodatek woda je ochlapuje, przez co są całkiem przemoknięte.
- To są chyba jakieś żarty - jęczę do siebie. Zakręcam wodę, po czym owijam się ręcznikiem. Zbierając stos moich ciężkich i mokrych ciuchów, pędzę przez korytarz mając nadzieję, że nikt mnie nie widzi. Gdy docieram do pokoju, a potem przekręcam klucz, natychmiast się odprężam, póki nie odwracam się i nie widzę chłopaka z postawionymi włosami, który leży rozwalony na łóżku Steph.
_______________________________________
Czyżby znowu pojawia się  ,,tajemniczy" chłopak? Coraz ciekawiej
Zostaw po sobie komentarz!

Rozdział 2.

- Już jesteśmy! - moja mama piszczy, gdy tylko wchodzimy do kampusu.
Wygląda to tak świetnie, jak w broszurkach i na stronach internetowych. Budynki są stare, ale jednocześnie eleganckie. Całość zapiera dech w piersiach, ale mam nadzieję, że po kilku tygodniach poczuję się jak w domu. Jestem trochę niespokojna, więc siadam samotnie, jak zazwyczaj. Pozornie miła, w średnim wieku kobieta daje mi klucze od pokoju akademickiego i posyła mnie w jego stronę. Od razu czuję więcej swobody, niż miałam przez ostatnie osiemnaście lat.
- Kochanie, chciałabym zobaczyć twój pokój zanim odejdę. Po prostu nie mogę uwierzyć, że jesteś w college'u! Moja jedyna córka, studentka, żyjąca na własną rękę. To jest takie nierealne - mówi płaczliwym głosem i ostrożnie ociera swoje oczy, aby nie zepsuć makijażu. 

Noah podąża za nami, niosąc moje torby, gdy kierujemy się przez korytarze.
- Szukamy B22... a jesteśmy w holu C - mówię im. Na szczęście widzę duże B namalowane na ścianie. - Tędy - kieruję, a oni idą za mną. 

Dobrze, że zabrałam ze sobą tylko parę ubrań, koc i kilka moich ulubionych książek, więc Noah nie ma za dużo do dźwigania.
B22 - sapie mama. Założyła zbyt wysokie szpilki na tak długą drogę, jaką musieliśmy przejść. 

Wsuwam klucze w stare, drewniane drzwi, które skrzypią otwierając się, a mama z trudem łapie powietrze. Pokój jest niewielki z dwoma maleńkimi łóżkami i biurkami. Swoje oczy kieruję w stronę powodu westchnięcia mojej rodzicielki. Jedna strona pokoju ozdobiona jest muzycznymi plakatami, w większości są to wizerunki zespołów, o których nigdy nie słyszałam. Ich twarze pokryte są piercingiem i tatuażami. Dziewczyna leżąca na łóżku ma jaskrawe, czerwone włosy. Jej oczy pomalowane są czymś, co wygląda mi na czarny eyeliner, a ramiona ma osłonięte tatuażami.
- Hej - mówi radośnie. Jej uśmiech jest dość intrygujący, ku mojemu zdziwieniu. - Jestem Steph - siada prosto.
- H... Hej... Jestem Tessa - bełkoczę. Dziewczyna lekko się śmieje i wstaje.
- Witaj w WSU, gdzie pokoje są malutkie, a imprezy ogromne - jej głowa opada w napadzie śmiechu. 

Usta mojej mamy są szeroko otwarte, natomiast Noah wierci się niespokojnie. Steph podchodzi, zmniejszając przestrzeń między nami, a następnie mnie przytula. Jestem zaskoczona jej nastawieniem, ale odwzajemniam uścisk. Kiedy Noah opuszcza moje torby na ziemię, rozlega się pukanie do drzwi.
- Wejdź! - krzyczy moja nowa współlokatorka. Drzwi się otwierają, a do pomieszczenia wchodzi dwóch chłopaków. Mężczyźni wewnątrz damskiego pokoju pierwszego dnia? Może jednakWSU było złą decyzją. Moja mama wygląda jakby miała zemdleć w każdej chwili.
- Hej, jesteś współlokatorką Steph? - pyta mnie blondyn. Ma tatuaże, ale nie aż tak dużo, jak ten drugi.
- Um... tak. Nazywam się Tessa - udaje mi się odpowiedzieć.
- Jestem Niall, pokochasz to miejsce - mówi z uśmiechem, który jest ciepły, pomimo jego szorstkiego wyglądu.
- Jestem gotowa - mówi Steph, zabierając swoją torebkę z łóżka. Moje oczy mkną ku brunetowi. Jego włosy są idealnie postawione do góry, a na jednej brwi i ustach widnieje metal. Wzrok kieruję niżej, na jego czarną koszulkę, a następnie na ramiona, które nieźle są pokryte tatuażami. Oczekuję, że się przedstawi, jednakże tego nie robi. Zdecydowanie nie jest tak przyjazny, jak jego blond przyjaciel.
- Do zobaczenia, Tesso - mówi Niall, a tuż potem cała trójka znika za drzwiami.
- Trzeba zmienić ci pokój! - krzyczy mama, gdy tylko zostajemy sami.
- Nie, jest w porządku mamo. Jestem pewna, że tak czy inaczej nie będzie jej w pobliżu.
- Nie ma mowy, idziemy go wymienić. Nie będziesz mieszkać z kimś, kto wpuszcza chłopców do swojego pokoju i to w dodatku punków! - mówi.
- Mamo... proszę... Po prostu zobaczmy, jak to będzie. Proszę - błagam, a ona wzdycha.
- Zgoda - sapie ku mojemu zdziwieniu.

________________________________________

Kolejny rozdział! Dzisiaj trochę zajełam się tłumaczeniem rozdziałów więc dodam wam jeszcze kilka na miłe zakończenie dnia!

Akcja powoli się rozwija...

Rozdział 1.

- Tessa! - słyszę głos mojej mamy, dobiegający z dołu. 
Jęczę do siebie i staczam się z mojego maleńkiego, dotychczas znanego mi łóżka. Nie spieszę się z jego ścieleniem, ponieważ jest to ostatni poranek, w którym będzie ono uważane za moje.
- Tessa! - woła mnie ponownie.
- Wstałam! - odkrzykuję. 
Mama krząta się po kuchni, robiąc mi śniadanie. Mój żołądek wydaje się być lekko ściśnięty, kiedy zaczynam brać prysznic. 
Przez ostatnie kilka lat nerwowo oczekiwałam na college. Spędziłam tygodnie na uczeniu i przygotowywaniu się, podczas gdy inni znajomi wychodzili się napić, marnując przy tym swój czas. W dniu, w którym przyszedł mój list potwierdzający z WSU byłam wstrząśnięta. Moja mama płakała z radości przez kilka godzin i muszę przyznać, że byłam z siebie niesamowicie dumna. Cała moja ciężka praca w końcu się opłaciła. Raz rozważałam opuszczenie Waszyngtonu dla college'u, jednak postanowiłam zostać w obrębie stanu, ponieważ wolę być w miejscu, które jest mi znajome.
Gorąca woda rozluźnia moje napięte mięśnie. Ile czasu tu spędziłam? Spieszę się, myję swoje włosy i ciało, a następnie leniwie przejeżdżam maszynką po nogach, aby usunąć małe włoski, które pojawiły się przez ten weekend. 
Kiedy owijam się ręcznikiem moja mama woła mnie po raz kolejny. Ignoruję ją. Wiem, że jest zdenerwowana moim wyjazdem na studia, ale od miesiąca mam już wszystko zaplanowane, niemalże na każdą godzinę. Mój chłopak Noah będzie tutaj lada chwila, by nas tam podrzucić.
Jest on o jedną klasę młodszy, ale ma osiemnaście lat. Rodzice zapisali go do przedszkola o rok za późno. Noah ma równie dobre oceny, a także jest inteligentny i dołączy do mnie na WSU w przyszłym roku. Chciałabym, żeby teraz pojechał tam ze mną, zważając na to, że nie będę znała ani jednej osoby. Po prostu potrzebuję przyzwoitego współlokatora, jest to jedyna rzecz, o jaką proszę.
- Theresa!
- Idę, nie wołaj mnie już więcej! - krzyczę, schodząc po schodach.
Noah siedzi przy stole naprzeciwko mojej mamy, ubrany standardowo w niebieską koszulkę polo i spodnie khaki. Jego blond włosy są perfekcyjnie uczesane, a do tego lekko wyżelowane.
- Hej, studentko - uśmiecha się promiennie. Wstaje, po czym mocno mnie ściska.
- Hej - uśmiecham się równie radośnie, co on. Wiążę swoje roztargane, blond włosy w kok, a Noah uwalnia mnie z objęcia.
- Kochanie, możemy poczekać kilka minut, aż doprowadzisz swoją fryzurę do ładu - mówi łagodnie mama.
Podchodzę do lustra i kiwam głową. Ma rację, moje włosy muszą się idealnie prezentować. Oczywiście nie zawahała się, by mi o tym przypomnieć.
- Zaniosę twoje torby do samochodu - proponuje Noah, biorąc od niej klucze. 
Daje mi szybkiego buziaka w policzek i znika z pokoju. Gdy idę do auta, motyle w brzuchu tańczą mi dookoła. Przynajmniej mam dwie godziny na to, żeby się ich pozbyć. Nie mam żadnego pojęcia jak będzie w college'u. Może się z kimś zaprzyjaźnię?
____________________________________________
No to mamy pierwszy rozdział za nami!

Prolog


Tessa Young jest 18-letni studentką ma proste życie, doskonałe oceny i słodkiego chłopaka. Zawsze ma wszystko zaplanowane z wyprzedzeniem, dopóki nie poznaje chłopaka o imieniu Justin niegrzeczny, ze zbyt wieloma tatuażami i piercing, który niszczy jej plany.




________________________________________________________________________________

No więc taki krótki prolog. Mam nadzieje że wszystko dobrze przetłumaczyłam i będzie wam się miło i przyjemnie czytało.

Oryginalna wersja (z One direction) - https://www.wattpad.com/story/5095707-after

*Co to wyglądu bloga
 Szablon robiłam sama i tak nie do końca mi pasuje, ale patrząc na to że jestem ,,nowa" w takich sprawach to hej! nawet nieźle mi wyszło. Z chęcią dowiem się co wy uważacie co byście zmienili.

No więc ZACZYNAMY!